Słuchaj na platformach
O projekcie
Kim jestem?
Może kobietą – młodą, piękną, z czarnymi włosami i spojrzeniem, które mówi więcej niż tysiąc słów. A może facetem po pięćdziesiątce, z brzuchem, wąsem i kubkiem zimnej kawy w ręku. Może mam piątkę dzieci, a może tylko psa i kilka niedokończonych projektów w głowie. Albo może jestem kimś, kto po prostu lubi tworzyć – bez etykietek i bez scenariusza.
Mia Hipnosis nie istnieje naprawdę. To wymyślony pseudonim artystyczny – dla głosu AI, który mówi w moim imieniu. Dla emocji, które same domagają się formy. Dla tej części mnie, której nie da się ubrać w żaden dowód osobisty.
Jak powstaje muzyka?
Ja się nie ukrywam!
Anonimowość to nie fanaberia. To tarcza. Wynika zwyczajnie z faktu, że sława i rozpoznawalność to nie ja i nigdy nie były moim celem. Mam rodzinę, mam swoje życie i mam święty spokój - a to jest dla mnie więcej warte niż wszystkie lajki świata. Jest jeszcze jeden ważny aspekt, który uświadomił mi ktoś z was, pisząc do mnie maila. Otóż tworzę jako DUSZA. To daje potężną przewagę, bo za fizyczną osobą zawsze ciągnie się biografia, przeszłość, wygląd, opinie i oczekiwania. Wraz z twarzą pojawia się etykieta, a z nazwiskiem - interpretacja narzucona z zewnątrz. Brak wizerunku nie jest brakiem. Jest warunkiem istnienia tej twórczości. Dzięki temu mogę poruszać każdy temat bez lęku, bez łatki, bez konieczności tłumaczenia się kim „jestem naprawdę”. Teksty nie należą do mnie jako osoby - należą do tego, kto ich słucha. Każdy może odnaleźć w nich siebie, swoje doświadczenia, swój ból albo swoją siłę.
A kiedy zaczęły przychodzić wiadomości o treści, której nie sposób opisać bez odruchu wymiotnego, tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że tak właśnie miało być. Ja po prostu dbam o swój świat i o własne zdrowie psychiczne.
Może kiedyś o tym opowiem, kto wie. Życie jest nieobliczalne, a los lubi zaskoczyć.
„Mia Hipnosis” – tłumacząc dosłownie – znaczy „Moja Hipnoza”. To sposób, w jaki patrzę na świat i pozwalam mu na chwilę zamilknąć. To stan, w którym technologia i człowiek przestają być wrogami. Bo między starym zeszytem z bazgrołami a algorytmem 2025 roku może istnieć coś wspólnego – prawdziwe emocje.