Wracaj do domu - historia, od której wszystko się zaczęło

Wracaj do domu - historia, od której wszystko się zaczęło

Odczyt wykorzystuje syntezator mowy wbudowany w Twoją przeglądarkę lub system. Dostępne głosy i ich jakość mogą się różnić w zależności od urządzenia i przeglądarki.

Było to kilka lat temu. Po prawie dziesięciu latach nieobecności wróciłam w miejsce, w którym dorastałam. Dziesięć lat to dużo czasu. Wystarczająco dużo, żeby człowiek zachował w pamięci obraz miejsca, które w rzeczywistości już nie istnieje.
Miejscowość bardzo się zmieniła. Rozbudowała się, pojawiły się nowe domy i ulice. Tam, gdzie kiedyś była pusta przestrzeń, teraz stały budynki. Niektóre miejsca zniknęły zupełnie, inne wyglądały tak obco, że przez moment zastanawiałam się, czy na pewno dobrze pamiętam drogę. A jednak wystarczyło przejść kawałek dalej, skręcić w znajomą ulicę, zobaczyć stary budynek albo fragment łąki, żeby nagle wróciły wspomnienia.
Poszłam na spacer. Spotkałam kilka osób, które pamiętałam jeszcze z dzieciństwa. Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o tym, co zmieniło się przez te wszystkie lata, a później, zupełnie naturalnie, rozmowa zeszła na ludzi, których kiedyś znaliśmy. Pytałam o kolegów i koleżanki z dzieciństwa. O ludzi, z którymi spędzaliśmy całe dnie, a których później życie rozrzuciło w różne strony.
Początkowo była w tym zwykła nostalgia. Padały nazwiska, wracały twarze i historie, o których nie myślałam od lat. Z każdą kolejną odpowiedzią zaczynałam jednak rozumieć, że nie będzie to przyjemna podróż w przeszłość. Jednego już z nami nie było. Drugiego również. Ktoś przegrał wieloletnią walkę z uzależnieniem. Ktoś trafił do więzienia. Ktoś stracił wszystko i podobno żył gdzieś na ulicach większego miasta. Kolejne nazwisko przynosiło kolejną historię i chyba najbardziej uderzyła mnie skala tego wszystkiego. Gdyby chodziło o jedną osobę, zapewne pomyślałabym o tym przez chwilę i poszła dalej. Tylko że to nie była jedna osoba.
To byli ludzie, których znałam. Bawiliśmy się razem w piaskownicy. Włóczyliśmy się po łąkach i nad rzeką. Wracaliśmy do domu brudni, zmęczeni i szczęśliwi. Kłóciliśmy się o rzeczy, które wtedy wydawały się najważniejsze na świecie, a pięć minut później znowu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. To były zwyczajne dzieciaki. Często naprawdę cudowni ludzie, którzy kiedyś mieli przed sobą dokładnie takie samo życie jak cała reszta. Tylko gdzieś po drodze coś poszło nie tak.
W dzieciństwie nie patrzymy na kolegę siedzącego obok nas i nie zastanawiamy się, kim będzie za dwadzieścia czy trzydzieści lat. Nie myślimy, że jeden z nas założy rodzinę, drugi zrobi karierę, trzeci straci wszystko, a czwartego może już nie być. Wtedy wszyscy jesteśmy po prostu dzieciakami i wydaje nam się, że całe życie dopiero na nas czeka.
Podczas tamtej wizyty rozmawiałam również z mamą jednego z chłopaków, których znałam. Powiedziała mi coś, co zostało ze mną na długo. Przez osiem lat czekała, aż jej syn wróci. Osiem lat nadziei, że może jutro zadzwoni, może za tydzień stanie w drzwiach, może wydarzy się coś, co sprawi, że tym razem naprawdę będzie inaczej. Nie wiem, ile razy przez te osiem lat odzyskiwała nadzieję i ile razy ponownie ją traciła. Wiem tylko, że po ośmiu latach przyszło jej pożegnać własnego syna.
Ta historia nie chciała wyjść mi z głowy. Wróciłam do swojego życia, mijały miesiące, później lata, ale od czasu do czasu wracałam myślami do tamtego spaceru. Do ludzi, których kiedyś znałam, i do tego, jak niewiele czasem potrzeba, żeby życie człowieka skręciło w zupełnie inną stronę.
Zaczęłam o tym pisać. Pierwszy tekst wielokrotnie zmieniałam. Coś dopisywałam, coś wyrzucałam, odkładałam go na później i po jakimś czasie znowu do niego wracałam. Około roku temu z tych wszystkich myśli powstało „Wracam do domu”. Wydawało mi się wtedy, że w ten sposób zamknęłam tę historię. Myliłam się.
Kilka tygodni temu obudziłam się około trzeciej nad ranem. Przyśnił mi się kolega z dzieciństwa, którego już z nami nie ma. Nie pamiętam nawet dokładnie, o czym był ten sen. Pamiętam natomiast uczucie, które zostało po przebudzeniu. Wiedziałam, że już nie zasnę. Wstałam, usiadłam przy komputerze i weszłam na YouTube. Jakimś przypadkiem trafiłam na „Wracam do domu”. Utwór miał już około roku i oczywiście znałam go doskonale, ale tej nocy słuchałam go zupełnie inaczej.
Wróciły wspomnienia. Tamta miejscowość, rzeka, łąki, dzieciaki, z którymi kiedyś spędzałam całe dnie. Przypomniały mi się historie, które usłyszałam podczas tamtego spaceru. I przypomniała mi się matka, która przez osiem lat czekała na swojego syna. Wtedy coś zaskoczyło. Zrozumiałam, że przez cały czas patrzyłam na tę historię z niewłaściwej strony. To nie miała być opowieść człowieka, który mówi: „Wracam do domu”. To miały być słowa kogoś, kto wciąż na niego czeka i mówi: „Wracaj do domu”.
Tego dnia już nie zasnęłam. Usiadłam i napisałam tekst od początku, tym razem zupełnie inaczej. Tak powstało „Wracaj do domu”.
Kiedy pisałam ten tekst, przypomniała mi się jeszcze jedna historia. Syn mojego kolegi miał problemy. Kolega często mi o nim opowiadał. Mówił, że już sobie nie radzi, że nie wie, co robić. Wielokrotnie mówiłam mu, żeby poszukał profesjonalnej pomocy, ale on ciągle wierzył, że sam sobie z tym poradzi. Że jakoś do syna dotrze, coś mu wytłumaczy, przypilnuje go i w końcu wszystko się ułoży.
Najbardziej zadziwiało mnie jednak coś innego. Kolega bardzo przejmował się tym, co powiedzą ludzie, jeśli jego syn zacznie chodzić na, jak sam to nazywał, „spotkania oszołomów”. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego martwi się tym, co ktoś kiedyś może powiedzieć, a jednocześnie nie dostrzega absurdu całej sytuacji. Przecież ci sami ludzie już widzieli jego syna leżącego na chodniku w środku miasta. Już wiedzieli, że chłopak ma problem. Czego właściwie należało się bardziej wstydzić? Tego, że człowiek ma problem, czy tego, że próbuje coś z nim zrobić?
Wielu takich rzeczy nie rozumiem. Nie jestem specjalistką od uzależnień i nie zamierzam udawać, że wiem więcej niż wiem. Dużo jednak czytam i rozumiem, że jest to niezwykle złożony temat. Nie zawsze wystarczy komuś powiedzieć, żeby się ogarnął. Nie zawsze wystarczy miłość rodziny, rozmowa, obietnica czy kolejna szansa. Są sytuacje, w których człowiek potrzebuje profesjonalnej pomocy i chyba wciąż zbyt często traktujemy zwrócenie się po nią jak przyznanie się do porażki.
Niestety syna mojego kolegi już nie ma. Miał dwadzieścia siedem lat. I kiedy myślę o takich historiach, to chyba najbardziej przeraża mnie właśnie to, jak szybko może się skończyć życie człowieka, który przecież jeszcze chwilę wcześniej miał przed sobą tyle lat.
A ja? Wędruję sobie po tym świecie, obserwuję ludzi, słucham ich historii i czasami mam wrażenie, że jestem wobec tego wszystkiego absolutnie bezsilna. Chciałabym mieć jakąś moc, dzięki której wystarczyłoby dotknąć człowieka i uleczyć wszystkie zagubione dusze. Zabrać z nich to, co boli, naprawić to, co gdzieś po drodze się rozsypało, i postawić ich z powrotem na nogi. Tylko że tak to niestety nie działa.
Może właśnie dlatego piszę. Nie uratuję nikogo jednym tekstem ani jedną piosenką i nawet nie próbuję sobie wmawiać, że tak będzie. Ale jeśli gdzieś jest człowiek, który się pogubił i usłyszy „Wracaj do domu” w odpowiednim momencie, może przez chwilę pomyśli o sobie inaczej. Może zrobi jeden mały krok. Może porozmawia z kimś, komu ufa. Może poszuka pomocy. A może po prostu pierwszy raz od dawna pomyśli, że jeszcze nie wszystko jest stracone.
Bo chyba właśnie to chciałam powiedzieć tym utworem. Można przegrać wiele bitew i nadal nie przegrać całej wojny. Dopóki człowiek jest tutaj, może próbować wrócić. Niekoniecznie do domu z drzwiami, oknami i adresem. Czasem trzeba po prostu wrócić do siebie.
To tyle. Miałam potrzebę podzielić się tą historią i swoją refleksją.

Uważajcie na siebie.

Opisana historia jest prawdziwa. Ze względu na szacunek dla osób, których dotyczy, oraz ich prywatność niektóre szczegóły zostały celowo zmienione lub pominięte. Nie ma to wpływu na sens ani przebieg opisanych wydarzeń.
9
Udostępnij

Przy Ognisku

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpalić pierwszą iskrę.

Komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.

← Powrót do listy