Wiele osób nie czyta opisów. Nie zagłębia się w to, czym naprawdę jest ten projekt i dlaczego wygląda tak, a nie inaczej. To zupełnie normalne. Internet działa szybko, skrótowo, powierzchownie. Mnie to nie rusza. Ale skoro są też tacy, którzy czytają, chcę zostawić kilka słów właśnie dla nich.
Projekt Mia Hipnosis od początku opiera się na jednej, fundamentalnej zasadzie. Świadomej decyzji, że nie będzie powiązany z żadną realną postacią. Żadną twarzą, żadnym nazwiskiem, żadną osobą z tak zwanego świata zewnętrznego. To nie jest zabieg marketingowy. To nie jest tajemnica dla podbicia ciekawości. To jest fundament.
W moich tekstach często pojawia się temat pokory, równości, prawdy. Nie uważam, że jestem kimś lepszym od osoby, która słucha mojej muzyki. Nie uważam, że wiem więcej o życiu tylko dlatego, że potrafię ubrać emocje w słowa. I teraz wyobraźcie sobie sytuację, w której Mia Hipnosis siedzi w telewizji i opowiada ludziom, jak powinien wyglądać świat. Pouczanie. Moralizowanie. Występy w roli autorytetu.
To byłoby zaprzeczenie wszystkiego, w co wierzę.
Zbyt często widzę ludzi, którzy zyskując rozpoznawalność, zaczynają mówić innym jak mają żyć. Czasem pod płaszczykiem mentorstwa, czasem coachingu, czasem motywacyjnych przemówień. Pojawia się narracja, że jeśli komuś jest ciężko, to pewnie sam jest sobie winny. Że nie chciał wystarczająco mocno. Że nie próbował. Że ma złe nastawienie.
Nie kupuję tego.
Każda historia jest inna. Jedni dorastali w patologii. Inni w domu dziecka. Jeszcze inni mieli kochających rodziców, wsparcie i możliwości. Kogoś mogła złamać choroba. Kogoś trauma. Kogoś zwykły pech. Można inspirować się cudzym doświadczeniem, to jest cenne. Ale robienie z siebie kogoś lepszego, karmienie ego, brylowanie na salonach i budowanie wizerunku nieomylnego mędrca zwyczajnie mnie odpycha.
Wiem, że dla wielu osób moja postawa jest niezrozumiała. Bo świat mierzy się miarą widoczności. Sława jest traktowana jak naturalny cel. Jeśli coś się udało, to trzeba to pokazać. Wystąpić. Odpowiadać. Błyszczeć. A jeśli ktoś tego nie chce, to pojawia się pytanie, co z nim jest nie tak.
Nic.
Po prostu mam inne wartości. Pokora, o którą staram się dbać, nie pozwala mi wyobrazić sobie sytuacji, w której zaczynam pouczać innych tylko dlatego, że projekt osiągnął jakiś sukces. Napisałam kilka tekstów, stworzyłam muzykę i teraz miałabym mówić ludziom jak żyć? Dla mnie to brzmi jak początek hipokryzji.
Często dostaję propozycje współpracy, zaproszenia na wydarzenia, do podcastów, na różnego rodzaju imprezy. Mimo że jasno piszę, że anonimowość jest dla mnie cenniejsza niż rozpoznawalność. To nie jest poza. To nie jest strategia. To jest warunek istnienia tego projektu.
Gdyby Mia Hipnosis zaczęła biegać po studiach telewizyjnych, pojawiać się na galach i budować osobisty wizerunek, przekaz przestałby być czysty. Stałby się kolejną historią o kimś, kto mówi o pokorze, a jednocześnie szuka reflektorów. A ja nie chcę być kolejną twarzą, która głosi swoje mądrości, żeby poczuć się ważniejsza.
Paradoks polega na tym, że właśnie dlatego, że nie potrzebuję niczego udowadniać, mogę tworzyć w wolności. Nie muszę nikogo przekonywać, że mam rację. Nie muszę budować własnego pomnika. Mogę pisać o tym, co czuję. O tym, co mnie boli. O tym, co mnie zachwyca. Bez presji, bez kreowania wizerunku, bez udawania kogoś, kim nie jestem.
Ten projekt nie jest o osobie. Jest o przekazie. I tylko w takiej formie ma dla mnie sens.
To Nie Jest O Mnie
Odczyt wykorzystuje syntezator mowy wbudowany w Twoją przeglądarkę lub system. Dostępne głosy i ich jakość mogą się różnić w zależności od urządzenia i przeglądarki.
262
Przy Ognisku
Pozdrawiam serdecznie.