Od zawsze na pierwszym planie był wykonawca. To on stał na scenie, to jego pokazywała telewizja, jego nazwisko było na plakatach największą czcionką. Tekściarz funkcjonował w cieniu – jako ktoś „od zaplecza”. Oczywiście byli artyści, którzy pisali własne piosenki i często właśnie te utwory miały największą spójność, siłę i autentyczność. Ale równie często bywało tak, że proces twórczy był podzielony: ktoś pisał słowa, ktoś inny komponował muzykę, a wykonawca nadawał temu głos i twarz.
Dla słuchacza piosenka zawsze należała do tego, kogo słyszał w radiu. Mało kto zastanawiał się, kto naprawdę stworzył tekst albo melodię. A przecież to właśnie słowa niosły historię, sens i emocjonalny ciężar. Bez nich zostaje tylko dźwięk – czasem ładny, czasem chwytliwy, ale pusty znaczeniowo.
W polskiej muzyce widać to wyjątkowo wyraźnie. Każdy zna piosenki, ale znacznie rzadziej zna nazwiska autorów tekstów. Tekściarze przez lata byli zależni od cudzej decyzji. Jeśli ktoś chciał zaśpiewać twój tekst, „powinieneś się cieszyć”. Jeśli piosenka stawała się hitem, uznanie – medialne i społeczne – szło głównie do wykonawcy.
Najlepszym przykładem jest „Niech żyje bal”. Utwór, który zna w Polsce właściwie każdy. Refren funkcjonuje jak cytat pokoleniowy, wersy wracają przy różnych okazjach, a emocje w nim zawarte są uniwersalne i ponadczasowe. Dla większości ludzi to po prostu „piosenka Maryli Rodowicz”. Tymczasem autorką tekstu była Agnieszka Osiecka. To ona napisała słowa, które nadały temu utworowi sens, głębię i filozofię życia: przemijanie, ulotność chwili, potrzebę tańca mimo świadomości końca.
Maryla Rodowicz była wykonawczynią – znakomitą, charyzmatyczną, sceniczną. Ale bez tekstu Osieckiej nie byłoby „Niech żyje bal” w takiej formie, jaką znamy. Byłby może kolejny utwór, kolejna melodia, która przeszłaby bez echa. To słowa sprawiły, że ta piosenka została z ludźmi na dekady.
I takich przykładów jest znacznie więcej. Tyle że przez lata nikt o tym głośno nie mówił. System był jasny: autor tekstu jest ważny, ale niewidoczny. Ma pisać, oddać, dostać honorarium i zejść ze sceny. Światła reflektorów były zarezerwowane dla kogoś innego.
Dopiero teraz coś zaczyna się zmieniać. Autor słów nie musi już czekać, aż ktoś go „odkryje” albo dopuści do mikrofonu. Może stworzyć całość po swojemu i dotrzeć bezpośrednio do ludzi – bez wytwórni, bez pośredników, bez zgody środowiska. I może właśnie dlatego nagle tyle rozmów o tym, kto jest prawdziwym twórcą.
Bo prawda jest prosta i niewygodna dla wielu. Bez słów i bez tych, którzy je pisali, ogromna część piosenek, które dziś nazywamy „legendarnymi”, nigdy by nie powstała. A historia muzyki wyglądałaby zupełnie inaczej.
Oczywiście temat jest o wiele bardziej złożony i o szerszym kontekście. Prawda jest jednak taka, że kilka lat temu napisałam do kilkunastu osób z zapytaniem o ewentualną współpracę. Wysłałam próbki swoich tekstów ale nikt się nie odezwał. Już o tym wspomniałam ale powtórzę. Udostępniam teksty dla artystów kompletnie za darmo i każdy może z nich skorzystać. Mimo milionowych wyświetleń, najwyraźniej duma nie pozwala nikomu zainteresować się moją twórczością. A ja nic więcej zrobić nie mogę. Dlatego kontynuuję swoją drogę. Póki jest to możliwe, będę ją kontynuować bez względu na wszystko. Robię co kocham i dostałam narzędzia aby wyrazić swoje emocje i wysłać je w świat.
Czy przez takich jak ja, piosenkarze, muzycy znikną? Nie uważam, że komukolwiek to grozi. Obawiam się jednak, że chodzi o coś innego. Poprzeczka została podniesiona przez zwykłych ludzi takich jak ja i albo zaczniemy dostawać wartościowe treści albo przerzucimy się na AI. Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie treści są mało wartościowe bo to nie jest prawda. Jednak trzeba pamiętać, że w ostatnich latach wygląda to nieco gorzej bo popatrzmy na artystów z przed lat, którzy przekazywali emocje i coś wartościowego a popatrzmy jak to wygląda dziś. Wygląda na to, że to nie ja jestem problemem a fakt, że ludzie byłi głodni czegoś głębszego. Okazuje się, że my polacy nie jesteśmy tylko tępą masą, która kiwa się do hitów diskopolo bądź głupawych piosenek stworzonych dla żartu. Otóż mamy w sobie głębię. Głód czegoś co niesie prawdziwe przesłanie. Pokazuje to wyraźnie moja twórczość. Zakazana Pieśń ma obecnie ponad dwa miliony wyświetleń na samym YouTube. Drugie tyle albo i więcej na YouTube music. Jeśli weźmiemy pod uwagę Spotify i inne platformy to okazuje się, że w dwa miesiące ten utwór ma ponad 5mln odtworzeń. O czymś to świadczy moi drodzy. To jest świadectwo naszego głodu na głębię. Świadectwo, że jesteśmy narodem z kulturą i o bardzo głębokich duszach. Więc nie...muzycy, artyści nie znikną. Jest wiele twórców, piosenkarzy, zespołów, które mają się świetnie i nigdy nie znikną ze sceny. Dlaczego? Bo mają poziom, charyzmę i głos nie do zastąpienia. Są ludźmi z krwi i kości i są potrzebni. Trzeba jednak pamiętać, że poprzeczka została podniesiona i to będzie bolało wielu artystów. Czy ja jestem ich wrogiem? Cóż, być może niektórzy z nich tak uważają. Ja tak nie myślę i nie zamierzam z nikim walczyć. Chcę tworzyć, pisać, kocham to i będę to robić.
Prawo reguluje się w tym zakresie gdyż do tej pory, prawo nie nadążało za postępem. Zostały podpisane pierwsze ugody.
Jest jeszcze jeden aspekt pomijany w zasadzie wszędzie, gdzie słyszę krzyczenie, że AI zniszczy muzyków, artystów itd. Otóż moi drodzy, giganci walczą o potężne pieniądze. Miliony albo i miliardy złotych. I nie bądźcie naiwni. Tu nie chodzi o uczciwość, rozmantyzm, ochronę artystów, którzy byli skubani przez tych gigantów przez ostatnie 80 lat. Tu chodzi o kasę, wpływy, władzę.
Podsumowując....Rozumiem argumenty, które od czasu do czasu słyszę w internecie ale wiele z nich to świadoma manipulacja i walka o pieniądze. Ludzie, którzy przez wiele lat ustalali warunki, zasady i decydowali o powodzeniu, bądź jego braku poszczególnych artystów nagle stracili władzę. Artyści, muzycy, piosenkarze nie znikną. Myślę, że paradoksalnie to właśnie teraz przyszedł moment również dla nich aby wykorzystać wszystko co tylko możliwe aby przebić się do świata i nigdy wcześniej, nie mieli szansy zrobić tego w kompletnie niezależny sposób. Bez pośredników, bez panów nad głową. I powiem wam moi drodzy, że zauważyłam, że niektórzy właśnie zaczęli to robić i głęboko wierzę, że oni wygrają. Osoby które mają duszę i dar za jakiś czas wypłyną. Wspomnicie moje słowa i zobaczycie, że artyści z krwi i kości, którzy mają pomysł, charyzmę i talent, wypłyną za niedługo silniej niż kiedykolwiek.
Przy Ognisku
Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpalić pierwszą iskrę.