Nie jestem z plastiku ani z cukru

Nie jestem z plastiku ani z cukru

Odczyt wykorzystuje syntezator mowy wbudowany w Twoją przeglądarkę lub system. Dostępne głosy i ich jakość mogą się różnić w zależności od urządzenia i przeglądarki.

Kilka słów o prawdzie, pracy i o tym, że nie wszystko, co wygląda łatwo — naprawdę takie jest.
Po pierwsze — nie ma tu osoby słabej. To nie historia kogoś, kto dopiero co skończył szkołę i odkrył, że można coś napisać. Pisanie trwa od dawna (wielu zdziwiłoby się, od jak dawna i ile można w tym czasie napisać). I choć niektórzy wyobrażają sobie młodą, naiwną duszę z zerowym doświadczeniem — to nie ten przypadek. Są lata, jest bagaż. Czasem ciężki, czasem bolesny, ale zawsze prawdziwy.
W niektórych tekstach można usłyszeć kawałek prawdy. Te słowa nie biorą się z powietrza. Powstają w chwilach najbardziej emocjonalnych — z serca, z życia, z tego, co boli i pali. Zmienione tylko na tyle, by zachować anonimowość. Bo nie wszystko trzeba odkrywać. Są tacy, którzy potrzebują wiedzieć, kto stoi za projektem. Będą snuli teorie, wymyślali historie, doszukiwali się sensacji. I są też tacy, którym to odpowiada — ta zasłona, ten cień. Może kiedyś, przy szczególnej okazji, uchylony zostanie rąbek tajemnicy. Kto wie.
Póki co jest życie — pełne wzlotów, upadków, emocji i ciszy. Fajnie się tworzy, ale za wszystko płaci się jakąś cenę. Nie każdemu pasuje światło reflektorów. Są tacy, którzy wolą ciszę i spokój. I właśnie dlatego anonimowość stała się tarczą. Patrząc z perspektywy czasu, to była dobra decyzja.
Ale jest coś jeszcze, o czym trzeba powiedzieć.
Czasem ktoś pobiera film z kanału YouTube i wrzuca go na TikToka albo — o zgrozo — na inny kanał YouTube. Niektórzy myślą, że skoro coś powstało z pomocą AI, to wystarczy kliknąć i gotowe. Że to zabawka. Nie mają pojęcia, ile godzin pracy, ile prób, ile emocji jest w każdej z tych pieśni.
Dla przykładu: „Zakazana Pieśń”.
Nie licząc samego pisania tekstu, samo wygenerowanie odpowiedniego flow w Suno to było około 200 generacji. Każda generacja trwa średnio około 3 minut (średnia długość utworu — czasu oczekiwania na wygenerowanie nawet nie liczę, bo to są ogromne liczby) — czyli 200 × ~3 min = 600 minut, czyli około 10 godzin słuchania w kółko tej samej próbki, tylko po to, by wybrać ten konkretny, który trzyma całość. Po każdej poprawce tekstu — kolejna próba. Czasem po kilkanaście, czasem po kilkadziesiąt razy. W koszu w Suno mam ponad 500 stron, a na każdej z nich po 20 nieudanych prób (ogólnie). To daje ponad 10 000 odsłuchów, by wybrać tę jedną, przy której naprawdę płonie dusza. Wiesz ile to? Otóż prawie 600 godzin, czyli cały miesiąc siedzenia przy komputerze przez 24 godziny na dobę.
Kiedy wreszcie uda się ją złapać, przychodzi kolejny etap — FL Studio. Tam wszystko jest składane: pobrane z Suno osobne ścieżki wokalne, sample, efekty. Kolejne kilkanaście godzin pracy, żeby całość miała klimat i moc, a przypominam, że do profesjonalizmu jeszcze dużo umiejętności przede mną.
Trzeba było zainwestować w oryginalne FL Studio z pełnym abonamentem, żeby mieć dostęp do pełnych bibliotek dźwięku, efektów i wtyczek. Do tego dochodzi zakup oryginalnego programu do montażu — CyberDirector, również w wersji licencjonowanej. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że to nie są darmowe zabawki, tylko pełnoprawne, komercyjne narzędzia, które po prostu trzeba kupić. Wiele dźwięków dogrywam ręcznie. Jak? Otóż mam takie cudo, co się nazywa AKAI professional MPK mini. I kilka innych „zabawek”, które umożliwiają wejść na nieco inny poziom przy wykorzystaniu Suno. Czy ktoś mi to wszystko dał? Czy rośnie u mnie w ogrodzie? Czy może spadło z nieba? Nie.
Każdy z tych elementów kosztuje — czas, energię i prawdziwe pieniądze.
Czy ja się żalę? Trochę tak, ale mam dobry powód.
Bo kiedy ktoś decyduje się pobrać taką gotową treść, wrzucić ją pod swoim nickiem i podpisać jako własną — to nie jest już pomyłka. To jest kradzież z brakiem szacunku dla każdej sekundy pracy, dla serca, które w to włożono.
Jeden z takich „twórców” ma w bio, że ma 46 lat. Reuploaduje gotowy film i zbiera sobie wyświetlenia. „Zakazana Pieśń” jest przecież w bazie TikToka, każdy może jej legalnie użyć. Ale nie — trzeba ją skopiować i udawać autora. Inny jeszcze lepszy — wrzuca utwór, podpisuje jako własny, a gdy ludzie pytają, czemu zniknął z YouTube, odpowiada, że „menadżer kanału” ją usunął i teraz cała wersja jest tylko u niego. Trudno to nazwać inaczej niż sprytnym wykrętem.
Takie sytuacje nie zniechęcają. Wręcz przeciwnie — napędzają. Bo z takich emocji powstają najpotężniejsze teksty, najmocniejsze wersy.
Po co cały ten wywód?
Otóż powstaje mnóstwo treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Ludzie chcieliby, żeby chat GPT napisał za nich tekst, Suno wygenerował piosenkę, a później robią efektowny filmik korzystając z kolejnych narzędzi AI i wrzucają na YouTube. Dziwią się później, że nikt tego nie słucha. Więc kradną coś, co ktoś inny stworzył od serca, i próbują jechać na jego plecach. A mogliby włożyć odrobinę więcej zaangażowania, wyobraźni, czasu... bo tutaj cierpliwość jest najważniejsza, i też pewnie udałoby im się stworzyć coś unikatowego. Tylko po co, skoro można kombinować.
Może są twórcy, którzy nie mają z tym problemu, ale ja mam, bo to moje serce, moja energia, moje lata nauki i pracy zostały wpompowane w ten projekt. Dlatego będę o niego dbać.
I jedno warto dodać jasno:
Jeśli ktoś podaje źródło i autora — to zupełnie inna sytuacja.
To jest szacunek, i tu sytuacja wygląda inaczej i podchodzimy zupełnie inaczej do sprawy.
Wszelkie nieautoryzowane reuploady mojej muzyki i treści są usuwane na podstawie zgłoszeń prawnych (copyright). Regularnie monitorujemy platformy. Konta, które nadużywają cudzej twórczości, ryzykują ograniczenia lub usunięcie przez TikTok zgodnie z regulaminem.

opis obrazka
113
Udostępnij

Przy Ognisku

Nie ma jeszcze komentarzy. Możesz rozpalić pierwszą iskrę.

Komentarz pojawi się po zatwierdzeniu.

← Powrót do listy